Opowiadanie Pawła

Panie czasy teraz takie, że każde auto takie samo. Kiedyś to auta były solidne, masywne i sam mogłem je naprawić. Nie to co teraz, bez komputera nie podchodź. Tfu!" To jest tylko fragment tego co można zacytować z rozmów z leciwymi użytkownikami klasycznych samochodów.Klasycznych dzisiaj ale kiedyś były to zwykłe auta. Zwykłe? A skądże znowu! Nam się tylko takie wydają. Dzisiaj można kupić jeżdzące auto za przysłowiowe grosze. To powoduje iż nie dbamy potem o samochód który tak łatwo zdobyliśmy. W latach PRL-u nawet na poczciwego Maluszka trzeba było swoje odczekać i sporo poświęcić. O Wołdze można było pomarzyć a fabryczna tzw nówkę sztukę mogli mieć głównie dygnitarze partyjni, ludzie powiązani z władzą tudzież lekarze. O Wołgę z drugiej ręki było łatwiej(jak na owe czasy). Często służyły jako taksówki. Tak długo wyczekiwane auto, które niekiedy było niczym członek rodziny stawało się z miejsca powodem do dumy na długie lata. Dbano o nie, chuchano, wielokrotnie konserwowano a wiele z nich nie było użytkowanych w warunkach zimowych. No i było przestrzegane coś takiego jak "codzienna obsługa auta"! Ilu kierowców dzisiaj przed odpaleniem auta sprawdza ciśnienie w ogumieniu, poziom płynów, stan ogumienia czy woskuje ręcznie co sobotę? Cóż takie czasy, że sprzedaje się auto które służy nam od kilku lat bezawaryjnie, mimo iż nie dbamy o nie jakoś specjalnie a jedynym argumentem do sprzedaży jest tylko to , iż sąsiad ma nowsze i my też chcemy.... Wołga jest autem wzbudzającym różne często skrajne emocje. Po wkroczeniu kapitalizmu do Polski często były sprzedawane za śmieszne sumy tylko dlatego , że to 'ruskie' a czasem kupującymi byli sami goście zza wschodniej granicy. Znam takie historie z życia. Kolega mojego taty na początku lat 90 chciał się pozbyć ruskiego auta czyli Wołgi GAZ-24. Pochodzę z południa kraju, z podkarpackiego i tam takie podejście było na porządku dziennym.Po kilku dniach zjawili się Rosjanie zainteresowani autem. Widząc ich wielki entuzjazm na widok auta właściciel zażądał za auto dużo wyższej sumy niż wcześniej podawał w ogłoszeniu. Trochę było nie po nosie kupującym ale skoro już znaleźli ładny egzemplarz i przyjechali, no to kupili. Historia o tym jak kolega taty zarobił na Rosjanach często przewijała się przy okazji opowieści o giełdach i sprzedaży aut.

valentina

W 2010 tato był u mnie w odwiedzinach w Warszawie i poruszaliśmy się po mieście moją Wołgą, czarną oczywiście. Po powrocie tato pokazywał kolegom zdjęcia z pobytu. Tamten jego znajomy który sprzedał Wołgę Rosjanom mocno się zdziwił i przyznał iż teraz żałuje że nie ma tego auta. Nie wspomina też już jak zarobił na Rosjanach. Wołga czy to 21 czy to 24 jest autem które w jakimś stopniu uzależnia. Jak każdy klasyk ma duszę, lecz serce trzeba włożyć w nie pracą własnych rąk. Czasem ręce opadają kiedy po 2-3 poprawkach nadal coś nie działa jak należy bo np mimo użycia fabrycznie nowej uszczelki miski olej nadal kapie lub nagle po remoncie silnika pada bez jakiejkolwiek przyczyny cewka która przed remontem była prawie nowa. Złośliwość rzeczy martwych. Można się przyzwyczaić. Decydując się na to auto trzeba wybór przemyśleć. Trochę jak z kobietą. Albo się je pokocha albo znienawidzi. Obojętnym nie można być bo mimo iż kiedy jest sprawne daje dużo przyjemności właścicielowi to trzeba o nie dbać, słuchać i doglądać. No daje dużą satysfakcję kiedy przypadkowo spotkany starszy pan na ulicy powie łamanym głosem "a wie pan ,że ja też kiedyś takim jeździłem?". To jest jedna z piękniejszych chwil. I od razu widać po tych ludziach jak to różnie życie może się potoczyć. Kiedyś by jeździć Wołgą trzeba było mieć raczej dobry status społeczny, sporadycznie mógł być to etatowy kierowca. A ci ludzie z którymi rozmawiałem dziś są emerytami, biznesmenami lub bezdomnymi którym pozostały tylko wspomnienia. Właśnie wspomnienia! Mimo iż czasem moja Wołga kosztuje mnie dużo nerwów to wspomnienia związane z nią są wspaniałe. I nie żałuję żadnej awarii!

Autor: Paweł Zawół